Kategorie: Wszystkie | Filmy | Radiowe słuchowiska | Teksty piosenek | ewaczytasobie
RSS

ewaczytasobie

piątek, 05 kwietnia 2013

KIM JESTEM?


kim jestem bez mojego
świadectwa , dobrych ocen,
egzaminów.

Kim jestem gdy zdejmę
modne ciuchy i zarzucę
nadzieję na ramiona .

Kim jestem
siostrą
córką
Przyjacielem

Kim jestem w oczach tych,
którzy co dzień przechodzą

obok na zatłoczonej ulicy.

wtorek, 02 kwietnia 2013

Skończyłam przed chwilą... A wszystko zaczęło się od tego, że o książce słyszałam już jakiś czas temu i dodałam ją do listy "Warto przeczytać" w pliku mego komputera. W pewne sobotnie popołudnie o książkę zapytałam moje ulubione bibliotekarki przy ulicy Buczka. Dowiedziałam się, że książkę znajdę w filii nr 9. W duchu pomyślałam, ze nie będę miała ochoty "drałować" przez całe miasto w poszukiwaniu tego miejsca. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że nowa filia znajduje się na moim osiedlu! Zaintrygowana możliwością zwiedzenia kolejnego przyjaznego memu sercu miejsca, podreptałam do biblioteki.. 

Książka zachwyca od pierwszych stron. Autobiografia jest zapisem czasu choroby, na którą zapadła Katarzyna. SLA, czyli stwardnienie zanikowe boczne, jest chorobą nieuleczalną. Na skutek zwyrodnienia komórek nerwowych stopniowa zanika praca mięśni. 

"Dzisiaj całuje mnie tylko osiemdziesięciodwuletnia ciocia. Jeszcze sześć lat temu całowałam się jak szalona z nowym facetem w moim życiu. Miałam czterdzieści lat, wyglądałam na trzydzieści, czułam się na dwadzieścia parę. Nie byłam piękna, ale znałam siłę swej kobiecości i bezwzględnie ją wykorzystywałam"- tak brzmi początek książki. Paradoks tej lektury polega na tym, że czytamy o stopniowym zaniku mięśni, o jakiejś stagnacji, czego zupełnie nie widać w sposobie pisania o tym wszystkim. Kasia- pozwalam sobie na tę poufałość po 300 stronach wspólnego "przebywania" ze sobą:)- ujmuje swoją szczerością i bezpośredniością. Daje się poznać jako seksowna bizneswoman, która odnosi spektakularne sukcesy jako właścicielka agencji modelek. Żyje intensywnie, kocha szaleńczo, podróżuje, wychowuje troje dzieci...Choroba przeprogramuje wszystko: zweryfikuje przyjaźnie, miłości, relacje. Nauczy przyglądać się bacznie swemu ciału. Zabierze w podróż do Indii, pozwoli odkryć Boga i zaufać Mu na nowo. Pozwoli zauważyć ludzi, których kiedyś się bezrefleksyjnie omijało. Co mnie szczególnie ujęło w tej książce, to celność uwag, myśli przelanych na papier. Z jedną z nich pozostawiam potencjalnych czytelników: "Ode mnie zalezy, jak wykorzystam przymusowy urlop od aktywnego życia"

sobota, 26 stycznia 2013

  Za mną lektura eseju Marka Bieńczyka. W pierwszej odsłonie zapowiadanego przeze mnie cyklu, zostaje zaprezentowana postać Winnetou. Czy jest to marzenie każdego chłopca- być Indianinem?! „Indianinem zostawało się dosyć szybko, w wieku ośmiu- dziewięciu lat, gdy Koziołek Matołek przestał wyrażać całość naszego jestestwa”- powie autor w imieniu zapewne wielu chłopców- mężczyzn. Bo o bycie mężczyzną rzecz się ma! I pewnie nie powinnam- z wiadomych przyczyn- zabierać głosu, to jednak esej stał się dla mnie pretekstem do przemyśleń na temat naszych idoli, naszego „przeżywania dzieciństwa”. Te pozostaną w sferze potencjalnego zapisuJ. Tymczasem rzecz ma się o Marku Bieńczyku i pierwszej odsłonie pisarza…

Czytając laureata Nike ma się do czynienia z postawą melancholika, mistrza słowa, erudyty etc. Pisarz zaskakuje trafnością swych uwag, dopowiada treści, które natury podobne głęboko noszą w sobie. Esej pisarza jest snutą opowieścią, w której wspomnienia z dzieciństwa przeplatają się z erudycyjnymi ciekawostkami oraz refleksją nad kondycją morale współczesnego człowieka. Takie pomieszanie wątków tworzy jednak spójną całość; przy tym zaskakuje czytelnika precyzją obserwacji. Czytając Bieńczyka poznajemy także inteligentny humor człowieka skromnego, zdystansowanego do własnej osoby:

Kazałem siebie nazywać Winnetou, dziewczyny nie mogły tego wymówić, nie bardzo znały faceta. Kolejny przydomek, parę lat później, też się nie przyjął; są ludzie, do których nic się nie przykleja”. Historia Winnetou zdaje się być tylko pretekstem; „smaczkami” eseju są uwagi na temat np.: sposobu pisania J. Verne’a- „spieszącego się ze zdania na zdanie, ze wspaniałymi, ale nagimi pomysłami”; czytelnik dowiaduje się także, że postacią Winnetou inspirowali się Hitler oraz pacyfista Hermann Hesse. Ubiegłoroczny laureat Nagrody Nike „pozostaje (…) w melancholijnym paradygmacie” (tak określa autor postaci Winnetou i …Seweryna Krajewskiego). Pisze chwilami bardzo poetycko- lub uprawia celowo taką stylizację: „w zamglonych sepiowych barwach ostatni wódz w ogromnym pióropuszu jedzie stępa na gniadoszu w nicość…”. W innym fragmencie powie: „Paradoks tych lektur polegał na tym, że ciesząc się akcją, tysiącami wspaniałych przygód, przeżywaliśmy zarazem stratę, która jeszcze nie nastąpiła (co jest samą istotą melancholii); największe wyczyny bohaterów, najwspanialsze przygody podkrążone były cieniem, robak zalągł się i w bujnym kwiecie”.

Pisząc banalnie prosto można stwierdzić, że pisarstwo Bieńczyka można polubić od pierwszej strony.

Kto był idolem naszych czasów?! Kim inspirowaliśmy się, gdy byliśmy mali?!

 

poniedziałek, 29 października 2012

  Nie ma profilu na facebooku i nie zamierza mieć. Twierdzi (w wywiadzie dla Polskiego Radia), że jego książka –„Książka twarzy”- to pewnego rodzaju wyraz ironii. W swym zbiorze esejów otacza się znanymi, ważnymi w jego życiu. Winnetou, Emma Bovary, Chandler- to tylko niektóre sylwetki, których historie poznaje czytelnik na kartach tegorocznej laureatki Nike. O sobie mówi jako o człowieku ckliwym. Ten sentymentalista płacze w kinie i mówi o tym otwarcie. I chyba za tę szczerość, ujmowaną w eliptyczny sposób można polubić MARKA BIEŃCZYKA.

Zaliczany jest nie tylko do pisarzy postmodernistycznych; para się także tłumaczeniem literatury francuskiej. Jest historykiem literatury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” i – co ważne i bardzo ciekawe – enologiem, czyli winoznawcą.

 Tym lakonicznym przedstawieniem postaci chciałabym rozpocząć krótki cykl spotkań z twórczością pisarza nagrodzonego w ostatnim czasie najważniejszą polską nagrodą literacką. Lektura pierwszych stron pozwala stwierdzić, iż czytając książkę Marka Bieńczyka, ma się okazję „spotkać” z wielkim erudytą, człowiekiem niezwykle przy tym skromnym. Lekturze pierwszego eseju towarzyszyła chęć wynotowywania „perełek” literackich. I te pojawią się w tym cyklu. Ponieważ pragnę choć w jakimś stopniu odnieść się do linku pt. „Progres”J na moim blogu (używam tej nazwy w swoim przypadku z dużą rezerwą), pozwolę sobie na minimalizm: komentarze będą pojawiać się do poszczególnych esejów.

Wkrótce pierwszy wpis…  

niedziela, 08 kwietnia 2012

Czasami wydają się banalne. Zazwyczaj takie są:)Koleżanka z literackiego bloga stwierdziła, że płacze na filmach. I mnie pora się przyznać, że obejrzałam przed chwilą jedną z nich- z Sandrą Bullock i....też mi łezka poleciała. 

Z cyklu: dlaczego płaczemy na filmach?

środa, 21 marca 2012

 

"Lektor"

W stosunku do piszących blogi literackie jestem wielce zapóźniona. Pozostaje mi nieudolna próba równania kroku- tym kroczącym z tyłu. "Odkurzam" stare, kiedyś przeczytane książki.

Ta, o której chcę napisać dzisiaj ostatnio jakoś częściej przychodzi mi na myśl. 

Ukułam sobie teorię, że o wartości książki świadczy nasza o niej pamięć, a raczej pamięć o okolicznościach czytelniczych. Przypominam sobie siebie sprzed kilku zaledwie lat, jak siedzę w pociągu i doczytuję "Lektora". Zakończenie przyniosło mimo wszystko ogromny żal. Pomyślałam wtedy, że nie powinno się tak zaskakiwać czytelnika (stwierdzenie buńczuczne, bo można by pomyśleć, że kto dał mi prawo do takich sądów o autorze). Mimo wszystko przerzucenie kartki przyniosło nie do końca spodziewany finał historii.

Gdyby zapytać, o czym jest ta książka, uznałabym, że o wstydzie i strachu, które skutecznie bronią dostępu do okazywania uczuć.

Hanna to 36-letnia bohaterka, której losy silnie determinują wydarzenia z przeszłości. Nam jednak jawi się obraz teraźniejszości, w której kobieta romansuje z 15- letnim chłopakiem. Ich spotkania mają charakter wręcz rytualny: spotykają się o stałej porze, biorą kąpiel, kochają się. Niewiele wiedzą o sobie. Z czasem pojawia się wątek zawarty w tytule. On czyta jej książki. 

Hanna znika z życia Michaela, a ich ponowne spotkanie będzie miało miejsce w zupełnie innych okolicznościach. Michael, student prawa, ujrzy Hannę na ławie oskarżonych. I tu pojawia się wątek winy, która ciąży nad bohaterką. Jako obozowa strażniczka, bohaterka wprowadza nas w świat totalitaryzmu, a przykład losów Hanny po raz kolejny ujawnia okrucieństwo czasów wojny.

Ważniejsze jednak – i nie będzie to próba usprawiedliwienia, może raczej zrozumienia – okazuje się, w jaki sposób i dlaczego kobieta znalazła miejsce w szeregach zbrodniczego aparatu władzy.

Czytając „Lektora” ma się wrażenie, że nie jest to akt oskarżenia Hanny. Tajemnica, którą skrywa, czyni z bohaterki – paradoksalnie – ofiarę. Być może podniosłyby się w tym momencie głosy sprzeciwu, bo przecież każdy z nas ma prawo wyboru, ma wolną wolę. Mnie jednak Hanna przypominała „zaszczute zwierzę”, które zrobi wszystko, by nie dać się złapać, a raczej nie dać się przyłapać na okazaniu słabości, jaką byłaby prawda o skrywanej „ułomności”.

"Lektor" to książka o wstydzie, strachu przed prawdą i miłością. Książka jest niezwykle emocjonalna i na długo pozostaje w pamięci czytelnika.

czwartek, 16 lutego 2012

Czasem przychodzi i nie chce odejść. Przysiada się nieproszony i nic nie mówi. Dzisiaj znalazł mój adres i bezczelnie się wprosił. Tylko poeci go lubią najbardziej...

 

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
 Smutek


Kołysze się z wiatrem mak 
i dobre wieści pszczół odgania...
Wiesz, w głębi myśli, na szczycie poznania,
w objęciu duszą ukochanej ziemi
czai się nuda i brak.

Głowę zmęczoną moja na pierś gnie mi 
tęsknota wielka i pusta –
Och, być w swej duszy maluczkim jak ptak,

a mieć na ustach usta.

wtorek, 31 stycznia 2012

Książka Pagnola była pozycją wyczekiwaną. Zamówiłam w Empiku; w przerwie swej pracy wsiadłam w samochód i z radością jechałam do wspomnianej sieci księgarnianej, by odebrać wyczekiwany druk:)

Przyznam szczerze, że do strony 219 miałam mieszane uczucia (należy podkreślić fakt, że książka liczy 227 stron). Można by pomyśleć w tym momencie, że finał tego wpisu będzie znany.

Książka niewątpliwie utrzymana jest w konwencji humorystycznej, ale jednak, paraboli. Bezsprzecznie nasuwa skojarzenia z nieśmiertelnym Mikołajkiem.

Małe prowansalskie miasteczko dzieli dramat opuszczonego przez piękną Aurelię piekarza Aimable'a. Ten na znak protestu przestaje raczyć mieszkańców swymi wypiekami. Okazuje się, że brak chleba zsolidaryzuje  we wspólnym działaniu skłóconych dotąd ludzi. Szereg zabawnych sytuacji, niezwykłej dozy humoru współgra z zakończeniem książki.To utrzymane jest już w innej konwencji...

Książka Pagnola to niewątpliwie pouczająca przypowieść o potędze miłości. Ukazuje siłę i mądrość wybaczania, ale też dorastania do rozumienia, czym prawdziwa miłość jest.